Myślibórz 2004...
To, czego nie ma za zdjęciach....
W roku 2004 Myslibórz od samego początku był specyficzny. Dwa dni przed wyjazdem okazało się, że jedna trzecia z nas się zbuntowała i z powodów geograficzno - sądowych nie chciała jechać. Daniel Gałązka z zespołem poirytowany sytuacją zmienił w ostatniej chwili repertuar i poprzez interwencje na najwyższym poziomie hotelu Intercontinental dostarczył jadącej jednej trzeciej nowe piosenki, które miał zamiar wykonać w konkursie i na warsztatach. Trzeba przy tym dodać, że owa jedna trzecia nie stawiła się na zajęcia warsztatowe, bo grała inny koncert na który się umówiła nie znając terminu tak ważnej imprezy. Ogólnie wszystko dobrze się skończyło, bo w sobotę przed konkursem Daniel Gałązka z zespołem w postaci własnych dwóch trzecich znajdowali się w dalekiej Wielkopolsce. Jak pisałem w prezentacji, Daniel Gałązka z zespołem piszą teksty niezmiernie rzadko, a najsławniejszy powstał o tym że nie piszą i dlaczego. W Myśliborzu nasza jedna trzecia śpiewająca postanowiła zerwać z tym stereotypem na swój temat, i by dać odpór wszelkim złośliwym komentarzom, postanowiła zaimprowizować tekst już na scenie! Tak, wzorem czarnoskórych gangsterów, którzy w piwnicach Bronxu wdają się w słowne potyczki "na żywo" Daniel Gałązka z zespołem pomimo zdezorientowanych jurorów znających wcześniej tekst pojechał zupełnie nową frazą. Trzeba oddać, że po występie trochę się wstydził, uważał, że mu nie wyszło,ale to tylko dodawało splendoru jego zasłudze. Nikt już więcej nie powie w Myśliborzu, że Daniel nie jest poetą.
Jednak, nie wiedzieć czemu, najważniejszym i najbardziej przez nas wspominanym momentem z Myśliborza nie było "przełamanie się" Daniela, a impreza nocy z soboty na niedzielę. Dla takich okazji warto przyjeżdżać. Przy stole znalazło się wiele myśliborskich znakomitości. Najpierw jedli i pili, a później... Nie da się opowiedzieć, co to znaczy wysłuchać kameralnego występu Krzysia Krawczyńskiego (który jak najbardziej zasłużenie wygrał hebanowy szczebel w 2004), Sławka Błędzkiego, Sergiusza Stańczuka i jeszcze paru innych, nie mniej fantastycznych osób. Oczywiście dwie trzecie zespołu Daniela Gałązki też obecnym było, a sam Daniel Gałązka raz dał się namówić na zaśpiewanie, zgodnie z panującym nastrojem, o piwie, czyli o słońcu. Na koniec zaśpiewał jeszcze kołysankę i to był sygnał, by iść spać.
|